środa, 12 sierpnia 2015

Wychować siebie?

Kuba siedzi, raczkuje, próbuje wstawac i ma nowe ząbki. Okupione co prawda gorączką i płaczem ale co zrobic, życie boli o czym mój synek przekonuje się dośc często, nie przeszkadza mu to jednak w odkrywaniu świata. Urlop w Polsce nie był urlopem bo wróciliśmy bardziej umordowani niż pojechaliśmy. Czasu nie było na nic, roboty jeszcze więcej, cały czas coś do załatwienia, odpoczęliśmy w sumie dopiero tutaj, no ale Kuba nacieszył się dziadkami, kuzynami, kolegami i koleżankami. Tutaj w Szwecji zaczęliśmy chodzic do takiej otwartej szkoły. Zacne miejsce, gdzie spotykają się rodzice ze swoimi pociechami. Dużo zabawek, dużo nowych osób, w dodatku blisko (gdy idziemy w chuście, z wózkiem dwa razy dalej, niestety) Kuba wniebowzięty:) Poza tym zdałam sobie ostatnio sprawę że wychowanie można sobie w buty włożyc. Dziecko jest tylko odzwierciedleniem naszego życia. Jeśli my mamy wszystko poukładane, jeśli umiemy dobrze życ to i dziecko będzie szczęśliwe. Bo nie ma niegrzecznych dzieci, są tylko błędy i niewiedza rodziców. Gdyby rodzice byliby w 100% idealni to i dziecko byłoby idealne. No ale wiadomo nie ma czegoś takiego. Dlatego stwierdziłam że zamiast wychowywac Kubę, zacznę wychowywac siebie. Ot takie to proste się okazało :D

13 komentarzy:

  1. Wniosek zaskakujący - ale fakt, że jak najbardziej logiczny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja się nie zgadzam, bo dorosłe już dziecko (czy nawet dorastające) podejmuje decyzje już samo i może pójśc zupełnie inną drogą niż rodzice, nawet jeśli oni byliby idealni. Jesteśmy dziećmi w 100% idealnego Boga, i co z tego wynika? Nic:) Najczęściej i tak robimy po swojemu, a do Jego doskonałości nam baaaardzo daleko. Co nie znaczy że się nie zgadzam, że wychowywanie dziecka- to przede wszystkim wychowywanie siebie, bo nie możesz przekazać dziecku czegoś, czego sama nie masz. Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak, ale małe dziecko uczy się poprzez naśladowanie, potem może wybrac własną drogę ale dopóki jest dzieckiem odbija jak lustro wszystkie nasze błędy, więc gdyby rodzice byli idealne, dziecko nie miałoby żadnych problemów, ale nie jesteśmy idealni, nawet w 2% więc każdy problem z dzieckiem bierze się z naszego problemu. Takie jest moje zdanie

      Usuń
    2. Dopóki jest dzieckiem? :) A gdzie jest ta granica, kiedy nagle przestaje być dzieckiem i zaczyna podejmować samodzielne decyzje? :)
      Ja nie patrzę na swoje dzieci jak na lustro. One są od maleńkości samodzielnymi ludźmi, ze swoim własnym niepowtarzalnym charakterem i słabymi i mocnymi stronami. Wiele rzeczy i problemów wynika z predyspozycji naturalnych, inne są konsekwencjami np trudnego porodu, inne nawet mogą wynikać z chorób czy zaburzeń. Moje dzieci mają problemy w rzeczach, z którymi ja nigdy problemów nie miałam. Wiesz, gdybym patrzyła na kłopoty moich dzieci widząc w nich tylko odbicie swojej nieudolności, to bym musiała się powiesić, serio;)

      Usuń
    3. Wiesz Żono, nie sądzę, by Margolcia przestała wychowywać - to w końcu tylko felieton (ten post, jako forma, najbardziej mi się kojarzy z felietonem). A przecież z drugiej strony nie możesz zaprzeczyć, że naśladownictwo również istnieje. A granice tego naśladownictwa są trudne do zakreślenia. Podam przykład mojej żony, która panienką będąc krytykowała swoją mamę za to, że na wszystko pozwala, a niczego nie wymaga od jej brata. Gdy sama zaczęła wychowywać syna, dokładnie powielała ten sam wzorzec (w konkretach - miała pretensje, że nie wymaga od niego umycia wanny po sobie, a sama jako mama, również tego nie wymagała od swojego syna - gdy ja tego wymagałem, to stawała w jego obronie) - nasze postępowanie, także w dorosłym życiu, to w dużej mierze naśladownictwo.

      Usuń
    4. ja oczywiście nawet nie zaprzeczam, że naśladownictwo istnieje. Ale nie zgadzam się, że to jest jedyny czynnik, który warunkuje wszystko. A tak można odczytywać zdania: każdy problem z dzieckiem bierze się z naszego problemu albo wcześniej: są tylko błędy i niewiedza rodziców. Gdyby rodzice byliby w 100% idealni to i dziecko byłoby idealne. Nie zgadzam się. Naprawdę musiałabym być beznadziejną matką, skoro moje dziecię przepłakało od rana do wieczora prawie 7 mies swojego życia;) Są czynnki na które nie mamy wpływu. Problem z Antka żywiołowością nie wynikał z naszych błędów, tylko z jego osobowości, która w rzeczywistości nie jest odbiciem ani mojego charakteru, ani też mojego męża, bo po prostu nikt z nas taki nie jest;) Ale też w drugą stronę- dziecko nieidealnych rodziców może być bliskie doskonałości- patrz żywoty niektórych świętych, którzy wręcz uciekali z domów rodzinnych etc. Nad innymi czynnikami jest też przecież jeszcze najważniejszy czynnik- nieskończona łaska Boga:) Człowiek od poczęcia jest czymś więcej niż suma powodzeń i niepowodzeń rodziców. A co do decyzji i wychowania u Margolci absolutnie się nie mieszam, to jej decyzja, jakakolwiek by nie była:)

      Usuń
    5. Całkowicie się z Tobą zgadzam - poza jednym: wydaje mi się, że nie ma co tu mówić o decyzji Margolci w sprawie wychowania. Mnie się naprawdę wydaje, że to tylko felieton, a nie decyzja - że Margolcia nadal będzie się czuła mamą, która jest pierwszą nauczycielką miłości dla swojego dziecka i tylko chciała podkreślić, że na te oddziaływania wychowawcze ma się również wpływ na zasadzie powielanego później przez dzieci wzorca (o czym często my dorośli zapominamy).

      Usuń
    6. Leszku- ja po prostu nie lubię bawić się w rozkminy co autor miał na myśli;) Dlatego nie wnikam w to, jakie intencje miała lub nie miała Margolcia. Piszę tylko o tym, co jest czarno na białym, bez snucia domysłów:)))

      Usuń
  3. O kurczaczek jaka dyskusja tutaj rozkwitła pod moją nieobecnośc :D Moja wina, za bardzo jak zwykle uogólniłam, zapomniałam że inni w mojej głowie nie siedzą i to że ja sobie na skróty pomyślę może przysporzyć nieco kłopotów z interpretacją. Zapomniałam napisac, że według mnie to że dziecko płacze to nie jest problem z nim, to jest ewentualnie problem dla nas. Tak samo, trudne emocje dziecka, nieradzenie sobie ze zlością, ataki histerii itd małe dziecko ma do tego prawo bo dopiero się uczy radzic sobie z tym nędznym swiatem a naszą rolą jest jakoś mu pomóc i jakbyśmy byli idealni to byśmy wiedzieli jak, ale nie wiemy, staramy się, ale działamy po omacku. Problemy z dzieckiem są wtedy gdy kradnie, bije (jak jest starsze) nie szanuje rodziców, dziadków itd. Wydaje mi się że o to całe to nieporozumienie, zależy kto co uważa za problem z dzieckiem i kiedy dziecko jest niegrzeczne a kiedy po prostu wyraża swoje potrzeby. Z tym wychowywaniem chodzi mi o to że jak np ja rozwalam swoje rzeczy po całym domu to nie mogę wymagac od Kuby żeby miłował ład i porządek a jak Krzysiek czasem ściemnia żeby zdobyc jakieś profity to też wcale bym się nie zdziwiła gdyby Kuba lubił troszeczkę mijac się z prawdą. To takie dwa najbardziej ogólne przykłady. W każdym razie usuwam z postu słow wszyscy, wszystko i zawsze bo wiadomo że wyjątki od reguły są wszędzie, ale czy chociaż trochę lepiej wyjaśniłam o co mi chodzi? A i przepraszam za literówki, c z kreseczką nam nie działa a reszta literek wpadła w ręce Kubusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wyjaśniłaś:)
      Chociaż ja od siebie dodam, że czasem nie da się pomóc. No nie da się Nawet gdybym była idealna, to nie dałabym rady wejść w świat Adasiowego bólu i go stamtąd wyciągnąć. Ale być może patrzę właśnie przez pryzmat naszych doświadczeń i dlatego jest to specyficzne spojrzenie.
      A co do wrodzonych cech charakteru- to bardziej do Lejli- dla mnie są i uwielbiam Florence Littauer za cudowne ich opisanie w "Osobowości plus" :) Zresztą doświadczenie podwójnego macierzyństwa też mi podpowiada, że nie rodzimy się pustymi kartkami. Widzę jak różne są moje dzieci, jak inaczej reagują na te same bodźce. Antek to towarzyski świrus, żywotny, wesoły. Adaś jest ostrożniejszy, spokojniejszy, bardziej dokładny, ale też bardzo pogodny. Jak zobaczy kontakt, próbuje wkładać palce w dziurki. Dla Antka dziurki mogłyby nie istnieć, on takich szczegółów nigdy nie zauważał, za to ciągał z radością wszystkie kable.Dla mnie właśnie to jest największe zadanie mojego macierzyństwa- by do każdego z nich podejść indywidualnie i wychowywać uwzględniając ich naturalne predyspozycje.

      Usuń
  4. Dla mnie wszystko jasne od początku ;) Nie wierzę we wrodzone przymioty charakteru/osobowości.

    Natomiast Żona ma rację, że nasze dzieci nie żyją w szklanej bańce i na swojej drodze spotkają różne sytuacje (narodziny, śmierć, zdradę, poświęcenie etc.), które uczynią ich kogoś innego, niż kopię rodziców (ba, już nasze małżeństwo jest kopią dwóch innych, a nie jednego, także... wiadomo).

    Ale tak ogólnie zgadzam się całym sercem z tym, co napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak trochę niefortunnie wyszło mi z tym kopiowaniem, bo oprócz rodziców jest jeszcze świat :D ale jakby byli tylko rodzice to miałabym rację w 100 % :D ( żarcik)

      Usuń
  5. Hmmm ale długo nie było mnie tu - Ty już masz dziecko i to raczkującego synka! Gratulacje! :*

    OdpowiedzUsuń