wtorek, 9 kwietnia 2013

Śmiało mogę powiedzieć że jeszcze nigdy Pan Bóg mnie nie zawiódł. Teraz też wołałam do Niego a On mnie wysłuchał. Przyszedł i pocieszył, napełnił miłością i pokojem, naprawił to co kulało. Dzisiejszy wieczór był jak oaza na pustyni, był jak oddech tonącego, jak światło w ciemności. I już mam siłę, już mogę dalej iść bo wiem że On jest przy mnie, że Jego potęga mnie obroni a ja niczego nie muszę się bać. I jest mi tak dobrze. Zrozumiałam że mogę z Nim spokojnie porozmawiać, że On odpowie na moje pytania, że usiądę jak z przyjacielem. Już nie mogę się doczekać naszego spotkania, mojego z Nim w Przenajświętszym Sakramencie. Bo tam gdzie jest niemoc On daje moc. Chwała Panu!

piątek, 5 kwietnia 2013

rozstania i powroty

Święta święta i po świętach, ale takich jak te nie miałam nigdy. Spędzone głównie w samochodzie. Narzeczony przyjechał w Wielki Czwartek robiąc mi przy tym niemałą niespodziankę. Miał przyjechać wieczorem i mieliśmy go z tatą odebrać z Lublina. Rano pojechaliśmy do miasta (jakieś 40 km od mojego domu) opłacić moje prawko, zamówić ciasto, zrobić zakupy i takie tam. W międzyczasie zadzwoniłam do K. zapytać się czy jedzie ze Świnoujścia czy z Gdyni. Usłyszałam że ze Świnoujścia, pomyślałam więc że pewnie będzie późno. Po wizycie w cukierni tata powiedział że musimy podjechać jeszcze w jedno miejsce. Bąknął coś o jakiejś niespodziance. Myślałam że ugadali z K. jakiś prezencik dla mnie bo miałam imieniny. Jakież było moje zaskoczenie gdy zajechaliśmy na dworzec a tam nikt inny jak Narzeczony:) Wszystkiego się spodziewałam ale kurcze nie tego, tak to z tatą zakamuflowali, przygotowali taką konspirację że nikt oprócz nich niczego się nie domyślił:) Począwszy od niedzieli rozwoziliśmy zaproszenia. Baaardzo szybko zleciał mi ten czas. Dzisiaj K. pojechał;( Wydaje mi się, że ja tu już nie wytrzymam. Tak bardzo chciałam dzisiaj pojechać razem z nim a nie zostać tutaj, gdzie po prostu nie mogę wytrzymać, wszystkie zajęcia mnie nudzą, myślę tylko o tym aby jak najszybciej skończyć te moje studia i już być z nim na zawsze. Mam już zarezerwowany bilet i lecę do niego na weekend majowy. Dobrze że to tylko trzy tygodnie. Do tego czasu muszę siedzieć tutaj. Sama na stancji, z poczuciem okropnego opuszczenia i samotności, z zapuszczoną relacją z Panem Bogiem, z nagromadzonymi upadkami z których trudno się pozbierać i ze świadomością że upadnę jeszcze nie raz. Jakoś tak strasznie i ciemno zrobiło się wokół mnie;(

piątek, 22 marca 2013

Dobre wieści:)

Zdałam egzamin na prawko w końcu!! Dużo osób się za mnie modliło i na prawdę czułam to podczas jazdy, nie miałam efektu odmóżdżenia jak to mi się zdarzało. Denerwowałam się ale nie w taki bardzo destrukcyjny sposób. I cały czas miałam w głowie tekst piosenki co ją śpiewamy na wspólnocie. Pan Bóg wie co robi. Te oblane egzaminy były mi potrzebne, a teraz tak bardzo się cieszę, tak bardzo że aż nie mogę w to uwierzyć. Do tego dzisiaj wróciłam do domu i przed chwilą tata przywiózł mi z poczty nasze zaproszenia. A ja się bałam że nie dojdą przed świętami, że coś biędzie nie tak, że będą brzydkie. Są przecudne. Nie mogę się na nie napatrzeć. I poprawkę z literatury też zdałam, tylko jeszcze mam mieć "niby" ustny w poniedziałek a właśnie mnie zawiewa. Jak we wtorek nie złożę indeksu to będzie straszliwa lipa. Ale będę się tym martwić potem. W Wielki Czwartek zjeżdża mój luby, szkoda że nie będę mogła sama po niego wyjechać bo jeszcze nie dostanę do tego czasu prawka. Już chcę świąt. Notkę tymczasem zakończę słowami wspomnianej już piosenki.
1. Jestem dzieckiem Boga,
Synem, na którego czekał Bóg,
Królewskim płaszczem Pan odział mnie,
Moja nadzieja znalazła w Nim swój dom.

2. Bo jestem upragnionym dzieckiem,
Potężnego Ojca w niebie mam,

Królewskim dziedzicem Pan już nazwał mnie,
W przestronnych komnatach znalazł dla mnie dom.

A jakby ktoś chciał sobie posłuchać to tutaj znalazłam, bardzo ją lubię:) http://www.tekstowo.pl/piosenka,mocni_w_duchu,jestem_dzieckiem_boga.html

czwartek, 14 marca 2013

Przemyśleń kilka:)

Jakoś tak mi się dużo przemyśleń zebrało, trochę na temat wiary, trochę na temat tego jak bardzo spaprany jest teraz świat a trochę na temat mnie samej. Wybraliśmy zaproszenia z troszkę innym niż normalnie na zaproszeniach wierszykiem. Narzeczonemu bardzo się podoba mi z resztą też ale jak zwykle zaczęłam zastanawiać się nad tym co pomyślą sobie inni, czy też im się spodoba, czy może nas wyśmieją. Zdałam sobie sprawę jak to bardzo utrudnia mi życie. Takie ciągłe przejmowanie się tym kto co sobie o mnie pomyśli. Tak jakbym chciała spełnić wszystkie możliwe normy. Do tego doszło że przejmuję się salą weselną bo na pewno nie spodoba się gościom, jedzeniem bo na pewno nie spodoba się teściowej, zaproszeniami bo nie każdy zrozumie nasz zamysł. Chciałabym się tego oduczyć i robić to co ja uważam za słuszne a jedynym wyznacznikiem na który musiałabym patrzeć było by to czy nikogo nie krzywdzę. I tylko to a nie czyjeś widzi mi się i czyjeś gusta. Ale jak to zrobić? Zazdroszczę ludziom którzy to potrafią, są na pewno dużo bardziej szczęśliwi. Przechodząc do innego tematu który mnie poruszył to ostatnio gdy wybrałam się do supermarketu miałam przyjemność posłuchać pewnej rozmowy dwóch nastolatek. Raczej nie wyglądały na studentki, obstawiam liceum albo technikum. Trochę mi się śmiać chciało a trochę nie. Ogólnie moje oburzenie spowodowane jest tym na jakim etapie jest ta nasza młodzież ( wiem że zabrzmiało moherem:D) Ale taka prawda, jeśli już w gimnazjum dziewczyny robią z siebie supermarketowy towar do wzięcia za pół ceny albo nawet całkiem darmo to heloł coś tu jest nie tak. Ja rozumiem że świat biegnie teraz trochę szybciej no ale czy to oznacza że moja córka (jeśli będę ją kiedyś miała) straci dziewictwo w podstawówce, będzie miała dziecko w gimnazjum a wyjdzie za mąż koło trzydziestki obskakując po drodze pięciu innych facetów by po czterdziestce rozwieść się dla jakiegoś młodego "blondaska" który kopnie ją w tyłek po dwóch miesiącach. Naprawdę nie wiem jak wychowywać dzieci normalnie w dzisiejszych czasach gdy normalność już nie jest normalnością. Zaczynam siwieć gdy o tym wszystkim myślę. Co to się porobiło na tym świecie albo co gorsze co się jeszcze porobi?:( Ze wszystkich stron próbuje się tępić wiarę wmawiając że księża to samo zło, że Boga nie ma, że wiara to tylko ograniczenia. Całe szczęście że jest napisane że bramy piekielne kościoła nie przemogą w końcu Pan Bóg byle czego nie stwarza. Wystarczy pomyśleć kto tak na prawdę odrzuca wiarę w takim naszym zwyczajnym świecie. (od razu mówię żeby nie brać tego do siebie, uogólniam trochę) ludzie którzy nie mają o niej pojęcia. Z mojego prywatnego doświadczenia mogę powiedzieć że wiara to takie cudo które można poznać tylko od środka. Wystarczy zechcieć i już niczym więcej nie trzeba się martwić. Pan Bóg resztę zrobi sam, może nie w pierwszej sekundzie. Ja na zmianę czekałam jakieś 4 lata, cóż Pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy ale jak już zrobi to rzuci Cię na kolana, tak że nie będziesz mieć wątpliwości że Go spotkałeś. Wiara to nie jakieś normy, przykazania które trzeba wypełniać z lupą. To nie klepanie paciorków i same zakazy. To sama miłość i samo dobro, ład i porządek, spokój serca i nadzieja. Z mojego drugiego doświadczenia wynika to że czasem się myśli: to nie dla mnie bo ja się nie modlę, nie umiem się modlić, nie czuję niczego a na miłość Bożą trzeba sobie zasłużyć, trzeba COS zrobić. Ta myśl przez długi czas odciągała mnie od Boga, dopóki nie zrozumiałam że tak na prawdę liczy się szczere pragnienie i tyle i nagle wszystko się zminia, pojawiają się konkretni ludzie, konkretne sytuacje i widzi się całkiem inny świat:):) 

niedziela, 3 marca 2013

Misje

U mnie w parafii jest teraz czas misji. Każdy dzień jest dedykowany jednemu z sakramentów świętych. W piątek był chrzest, wczoraj bierzmowanie, dzisiaj małżeństwo. Muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Te misje są jak powiew świeżości. W piątek poruszająca droga krzyżowa z muzyką z Pasji, chwytała za serce i zmuszała do głębszych przemyśleń, wczoraj namaszczenie olejkiem radości i modlitwa do Ducha Świętego. Przypomniał mi się kurs i to, jak bardzo Duch Święty jest nam potrzebny, jak pomaga w modlitwie a tak mało ludzi o tym wie, albo wie i zapomina, ignoruje. No i dzisiaj. Temat- rodzina, małżeństwo. Najwspanialszy moment gdy pary odnawiały przyrzeczenia małżeńskie, jeszcze raz składały sobie przysięgę, dawali buziaka na koniec. Fajnie było patrzeć na moich rodziców. Potem błogosławieństwo całych rodzin. To bardzo ważne, by czasem ktoś stanął i uszczypnął takim przypomnieniem że miłość to ciągła walka o siebie, że ona nie kończy się rok, dwa, dziesięć lat po ślubie. W tym całym kołowrotku cały czas słyszę, że po 25 latach to już przyzwyczajenie, to już nie ten czas by o siebie zabiegać, po 25 latach to już tylko pierdzenie i to na dwóch osobnych łóżkach. I słyszę, że mnie też to czeka. Że teraz myślę inaczej ponieważ jestem młoda a potem skończę jak wszyscy, niczym Halinka w Kiepskich. No a ja mówię nie. Puki mam ideały w głowie zamierzam do nich dążyć. Szkoda że misje są tak rzadko, że o rzeczach zdawałoby się podstawowych trzeba przypominać od wielkiego święta. Szkoda, że z dniem zakończenia misji wszystko wróci do nudnej rutyny by znów za jakiś czas ksiądz z ambony gromił że trzeba przyjść bo będą misje, rekolekcje lub jeszcze coś innego. Wiem, że sama też tak mam, człowiek już taki jest że łatwo go odciągnąć od tego co dobre. Mam tylko nadzieję i będę się za to modlić aby w moim życiu było jak najwięcej powrotów.

sobota, 23 lutego 2013

Po raz kolejny łamię moje postanowienie, bo tak na prawdę mam to wszystko gdzieś. Szósty raz nie zdałam!! Dlaczego gorsze ciecie zdają a ja nie?! Dlaczego muszę mieć takiego pecha?! Nie może mi się w końcu udać?! Wiem, że nie zdałam przez własną głupotę, dlatego to tak bardzo boli ale dlaczego akurat na mój egzamin musiało zawiać miasto?! Jak miałam jazdy to pogoda jak brylant, nawet gdybym zaczęła egzamin o tej godzinie co powinnam to też jeszcze byłoby znośnie, ale nie, bo jak pech to pech. Przeciągnęło się chyba ponad godzinę tak że jak wyjechałam na miasto nie było widać ani jednej linii na drodze. Tyle pieniędzy i czasu w błoto. Jak o tym myślę to mam ochotę coś sobie zrobić.

czwartek, 21 lutego 2013

Sukienka!!

Wiem, że miało nie być o mnie ale kupiłam sukienkę!! Jest śliczna i ta jedna jedyna, nie spodziewałam się że na taką trafię. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Do odebrania miesiąc przed ślubem. Welon dostałam gratis:) Aaaale się cieszę, a jutro mam szósty egzamin na prawko. Trzymajcie kciuki:)