piątek, 17 maja 2013

Zabawa

Nastała wiekopomna chwila... pierwszy raz pobawię się w coś na blogu :D Dzięki Agnieszce:)
 Nominację otrzymuje blogger od innego bloggera. Nagrody zazwyczaj otrzymują blogi o małej ilości obserwujących (do 200), co pozwala na ich dalsze promowanie. Blogger odpowiada na 11 pytań otrzymanych od osoby nominującej. Następnie ma za zadanie nominować 11 osób i podać nowe pytania.
1. Twoja maksyma życiowa to:
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą (ale w szerszym kontekście/ trzeba robić duuużo dobra puki jest okazja, bo ta okazja może się szybko skończyć)

2. Ulubiona polska komedia
Nie lubię komedii, ale jakbym musiała wybierać to oczywiście klasyka i  "Sami swoi"

3. Ulubiona kawa to:
Ta z biedronki Cafe d'Or Gold

4. Gdy byłoby to możliwe to jaki zawód chciałabyś wykonywać?
Chciałabym być pisarką

5. Jakie zdarzenie z przeszłości najchętniej wspominasz
Jest tego troszeczkę, bardzo miło wspominam kurs Nowe Życie, moje wizyty w Szwecji, pielgrzymki do Częstochowy

6. Twoja metoda na głoda?
Zrobienie obiadu, w wersji ekstremalnej pierwsza lepsza bułeczka ze sklepiku na uczelni

7. Dlaczego piszesz bloga?
Bo lubię pisać :D To mi pozwala czasem zebrać myśli, czasem wyżalić się gdy mi smutno, podzielić się czymś co mnie oburza a na tym blogu poza tym czuję się jak w blogowej rodzinie:)

8. Twoja podróż marzeń to
Na pewno do Hiszpanii, a poza tym chciałabym przeżyć coś w rodzaju przygody, podróżować stopem po świecie, spać pod gołym niebem, chodzić tam gdzie przeciętny turysta nie zagląda, i zobaczyć wszystko to czego jeszcze nie widziałam ( najlepiej z moim przyszłym mężem, ale on niestety uznaje tylko samochód, a poza tym za strachliwa jestem do takich wycieczek, niestety, ale pomarzyć zawsze można)

9. Twój smak dzieciństwa to
kakao z bułeczką, które zawsze robiła mi babcia jak chodziłam do szkoły, od podstawówki po liceum :D

10. Jaki powinien być prawdziwy przyjaciel
Niedawno go straciłam, więc pierwsze co mi się nasuwa to- wierny

11. Jakim chciałabym być człowiekiem
Rozkochanym w Bogu, dla którego nie byłoby większej wartości, poza tym chciałabym być bardziej kochająca i służąca drugiemu człowiekowi. No i oczywiście chciałabym być wspaniałą żoną:)


Moje pytania to:
1) Ulubiony film
2) Coś szalonego co chciałabyś/ chciałbyś zrobić w życiu
3) cecha charakteru którą najbardziej w sobie lubisz
4) Piosenka z którą masz najfajniesze skojarzenia/ wspomnienia
5) Czego w życiu byś nie zjadła/ nie zjadł?
6) Najpiękniejsze miejsce na świecie to
7) Gdybyś mogła/mógł cofnąć się w czasie to do jakiej epoki?
8) Co najchętniej kupujesz?
9) Ulubiona książka
10. Masz zwierzęta? Jakie i jak się wabią?
11. Twój cel w życiu

A nominuję
Owieczkę Pana
Lotkę
Żonę
Fajną mamę
Aalillaa
I tyle... bo już więcej nie mam kogo, więc jeśli ktoś chce niech się bawi:) Pozdrawiam
 

środa, 15 maja 2013

Moje dwa światy

Jak ja tęsknię za pisaniem, są takie momenty w których chciałabym wrócić do tych szkolnych lat gdzie mój świat potrafił tygodniami kręcić się koło jednego zeszytu w którym ten świat tworzyłam. Te czyste kartki to było moje miejsce, miejsce moich najskrytszych marzeń, niepohamowanych ideałów, niewypowiedzianych pragnień, niczym nie skrępowanych emocji i uczuć. I nie przeszkadzało mi to, że nie dało się tego czytać, że nie miało to żadnej wartości literackiej, chociaż bardzo tego chciałam. Liczyło się to, że słowo które spadało na kartkę papieru "stawało się" Ono dla mnie zaczynało istnieć. Mój świat się urzeczywistniał i to było piękne. Uwielbiałam te chwile w których nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła usiąść i pisać, kiedy od długopisu bolała mnie cała dłoń. Tak, bardzo do tego tęsknię, ale nie wiem czy ten etap w moim życiu bezpowrotnie nie odszedł. Wydoroślałam? Zaczęłam bardziej realnie podchodzić do życia? Chyba boję się, że kiedyś ten mój wymyślony świat mógłby przesłonić mi ten prawdziwy. Czasem ta granica była bardzo zamazana, wtedy nic nie traciłam, teraz mogłabym stracić dużo. Może kiedyś jeszcze zaryzykuję. Może do tego wrócę. Czuję, że to była część mnie. Że to mnie w jakiś sposób określało. Że jakaś cząstka mnie została w "tamtym" świecie.

czwartek, 2 maja 2013

Ostatni przystanek

I znowu to samo. I znowu trzeba się pożegnać. Na ten długii weekend przyleciałam do Szwecji, w sobotę wracam, chociaż tak bardzo nie chcę. I nie ważne czy jest mi tu źle, czy dobrze, czy mam wątpliwości czy nie mam, nie chcę wracać. Nie chcę i już!! Do lipca jeszcze tak daleko, jeszcze tyle spraw do załatwienia, ale potem, już te okropne rozstania się skończą. Będę sobie tutaj powolutku uprawiać moje małżeńsko-rodzinne poletko, lepiej lub gorzej ale jakoś to będzie. Teraz, to nasz ostatni taki przystanek. Gdy spotkamy się po raz kolejny już wszystko będzie wyglądać inaczej, wszystko się zmieni:) A tak z innej beczki to czasem wydaje mi się, że chciałabym się zamienić z jakimś facetem na mózg. Oni mają w nim zdecydowanie mniej ( brzmi jak brzmi ale nic negatywnego nie chcę przez to powiedzieć) chodzi mi o to, że są mniej skomplikowani. Czasem im zazdroszczę takiej "prostoty" bo to na prawdę męczące gdy człowiek sam nie może ogarnąć tego co mu w głowie siedzi. I czym bardziej się zastanawiam tym bardziej nie wiem, czuję się czasem jak taki listek na wietrze co go miota we wszystkie strony. Teraz i tak jest lepiej, bo przynajmniej jestem tego świadoma a to już połowa sukcesu. Cóż takie życie. Jakiego mnie Boże stworzyłeś takiego mnie masz, jak to powiadają:) A tak poza tym, to zaczynam być przerażona na myśl o ślubie. Z jednej strony nie mogę się doczekać a z drugiej zaczynam się bać. W sumie to jeszcze długo i niedługo, z jednej fajnie, z drugiej nie, bo stres okropny. Ehh, zdecydowanie mój mózg musi wziąśc sobie urlop. Chyba się ostatnio przepracowuje. Pozdrawiam z chłodnej ale jeszcze słonecznej Szwecji:)

środa, 24 kwietnia 2013

Moda na tolerancję

Chyba zaczyna mnie delikatnie śmieszyć ten cały postęp, przyznawanie każdemu prawa do wszystkiego, szeroko rozumianej wolności. Ciekawa jestem kiedy niektórzy zrozumieją, że tracą zamiast zyskiwać. Śmieszy mnie moda na tolerancje, na bycie "wolnym". Sama potrafię być typem buntownika, nie lubię jak ktoś mi rozkazuję, mówi co mam robić, brak mi jeszcze w tym miejscu pokory ale mówienie że zło jest dobrem to już przesada. Otóż chcę publicznie powiedzieć, że nie jestem tolerancyjna. Nie toleruję par homoseksualnych, nie toleruję adopcji przez nich dzieci, nie toleruję luźnych związków, rozwodów, aborcji i eutanazji też, ani feministek co biegają nago po mieście. Nie kryję się z tym że dla mnie to jest złe i baaardzo szkodzi nie tylko osobom bezpośrednio zainteresowanym ale i wszystkim naokoło. Nie mylić tutaj z pojęciem złego człowieka. Nie ma czegoś takiego, bo człowiek sam w sobie nie jest zły. Czasem mu się życie pokomplikuje, zaplącze się w coś i trudno mu się potem wyplątać. Nie możemy oceniać człowieka, krzywdzić go, czy wyzywać. Absolutnie nie o to mi tutaj chodzi, ale nie można też udawać że wszystko jest ok, bo to od nas zależy jak będzie w przyszłości wyglądać nasze społeczeństwo, w jakich środowiskach będą się wychowywały nasze dzieci lub wnuki. Nie chciałabym żeby kiedyś moje dziecko przyszło do mnie i powiedziało, że wolałoby mieć dwóch tatusiów, albo jeszcze jedną mamę, bo mieć jedną to nudno. A tak się będzie działo tylko dlatego, że nic z tym nie robimy bo albo boimy się krytyki, albo już zaakceptowaliśmy "modę" na tolerancję. I w tym miejscu już mnie nie śmieszy fakt, że ludzie dają się tak łatwo manipulować.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rekolekcje

Właśnie wróciłam z rekolekcji wspólnotowych. Jeszcze dokładnie nie określiłam moich uczuć na ten temat bo zmieniały się one dość często przez te trzy dni. W piątek pojechałam raczej bez chęci, moja kondycja duchowa była raczej kiepska pomimo ostatniej notki. Miałam baaardzo dużo wątpliwości, pytań, lęków. Udało mi się wyspowiadać, więc towarzyszyła mi już myśl, że chociaż jest ciężko to nie odgradzają mnie od Boga grzechy ciężkie. W sobotę cały czas nurtowały mnie moje problemy, tak że nie potrafiłam się skupić na niczym innym, w dodatku spodziewałam się bardziej duchowego charakteru tych rekolekcji a wszystkie konferencje były na temat wspólnoty, tego skąd się wzieła jakie ma cele itd. Myślałam wtedy ok, to się przydaje i jest ważne ale kurcze chciałam czegoś innego. Po sobotniej mszy zadręczanie problemami mi przeszło, wiem że to jeszcze gdzieś wkoło mnie krąży ale już mnie nie zżera w takim stopniu. No i dzisiaj już wiem, że te rekolekcje właśnie w takiej formie, nie w żadnej innej były mi potrzebne. Kiedyś tutaj pisałam, że się martwię bo świat schodzi na psy, że wiara słabnie, że co raz więcej jest osób niewierzących przez te trzy dni zrozumiałam, że tak jak mówił Jan Paweł II zbliża się wiosna Kościoła. I ja ją w końcu zobaczyłam. Zbliża się Kościół żywy, Kościół w którym nie ma anonimowości, w którym wiara nie jest czymś indywidualnym i najważniejsze Kościół w którym jest żywa relacja z Bogiem. Zadaniem mojej wspólnoty jest ewangelizowanie w taki sposób aby pokazać ludziom, że można inaczej, że Pan Bóg jest prawdziwy, prawdziwie działa, że może nas wyrwać z tej oklapłości, znużenia, nijakości. Zrozumiałam jak ważna jest wspólnota, tak cudnie było mi patrzeć na tych wszystkich ludzi, być razem z nimi. Byli dla mnie potężnym świadectwem bo nie ma nic piękniejszego niż patrzeć na człowieka i widzieć w nim Boga, miłość, piękno. Młodzi, uczniowie, studenci, pary, małżeństwa z dziećmi, osoby starsze i wszyscy jak jedna rodzina, której celem jest Bóg. Naprawdę cudnie:)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Śmiało mogę powiedzieć że jeszcze nigdy Pan Bóg mnie nie zawiódł. Teraz też wołałam do Niego a On mnie wysłuchał. Przyszedł i pocieszył, napełnił miłością i pokojem, naprawił to co kulało. Dzisiejszy wieczór był jak oaza na pustyni, był jak oddech tonącego, jak światło w ciemności. I już mam siłę, już mogę dalej iść bo wiem że On jest przy mnie, że Jego potęga mnie obroni a ja niczego nie muszę się bać. I jest mi tak dobrze. Zrozumiałam że mogę z Nim spokojnie porozmawiać, że On odpowie na moje pytania, że usiądę jak z przyjacielem. Już nie mogę się doczekać naszego spotkania, mojego z Nim w Przenajświętszym Sakramencie. Bo tam gdzie jest niemoc On daje moc. Chwała Panu!

piątek, 5 kwietnia 2013

rozstania i powroty

Święta święta i po świętach, ale takich jak te nie miałam nigdy. Spędzone głównie w samochodzie. Narzeczony przyjechał w Wielki Czwartek robiąc mi przy tym niemałą niespodziankę. Miał przyjechać wieczorem i mieliśmy go z tatą odebrać z Lublina. Rano pojechaliśmy do miasta (jakieś 40 km od mojego domu) opłacić moje prawko, zamówić ciasto, zrobić zakupy i takie tam. W międzyczasie zadzwoniłam do K. zapytać się czy jedzie ze Świnoujścia czy z Gdyni. Usłyszałam że ze Świnoujścia, pomyślałam więc że pewnie będzie późno. Po wizycie w cukierni tata powiedział że musimy podjechać jeszcze w jedno miejsce. Bąknął coś o jakiejś niespodziance. Myślałam że ugadali z K. jakiś prezencik dla mnie bo miałam imieniny. Jakież było moje zaskoczenie gdy zajechaliśmy na dworzec a tam nikt inny jak Narzeczony:) Wszystkiego się spodziewałam ale kurcze nie tego, tak to z tatą zakamuflowali, przygotowali taką konspirację że nikt oprócz nich niczego się nie domyślił:) Począwszy od niedzieli rozwoziliśmy zaproszenia. Baaardzo szybko zleciał mi ten czas. Dzisiaj K. pojechał;( Wydaje mi się, że ja tu już nie wytrzymam. Tak bardzo chciałam dzisiaj pojechać razem z nim a nie zostać tutaj, gdzie po prostu nie mogę wytrzymać, wszystkie zajęcia mnie nudzą, myślę tylko o tym aby jak najszybciej skończyć te moje studia i już być z nim na zawsze. Mam już zarezerwowany bilet i lecę do niego na weekend majowy. Dobrze że to tylko trzy tygodnie. Do tego czasu muszę siedzieć tutaj. Sama na stancji, z poczuciem okropnego opuszczenia i samotności, z zapuszczoną relacją z Panem Bogiem, z nagromadzonymi upadkami z których trudno się pozbierać i ze świadomością że upadnę jeszcze nie raz. Jakoś tak strasznie i ciemno zrobiło się wokół mnie;(