Nawiązując do poprzedniej notki chciałabym opisac tutaj jak w ogóle Szwedzi podchodzą do wychowywania dzieci i do zdrowia. Nie będzie to pełny obraz, nie będzie to nawet połowiczny obraz bo opiera się on tylko na tym co ja widzę i na tym jak JA to interpretuję. Nie wszystko mi się podoba, ale uważam że dużo można by było od Szwedów skopiowac. Zacznijmy od początku. Pierwszy lepszy dzień w otwartym przedszkolu. Wchodzę z Kubą w chuście. Chusty chyba nikt tutaj nie używa. Na początku budziło to lekkie zdziwienie i zainteresowanie. Dziwi mnie to trochę bo górzyste tereny są idealne do chustonoszenia, nie trzeba nadrabiac kilometrów:D Rozbieram Kubę i puszczam na podłogę. Sama siadam na kanapie. Przychodzi pani która tam pracuje, wita się z Kubą, przynosi mu pudło z zabawkami. Zazwyczaj jestem pierwsza, potem przychodzą kolejne mamuśki. Półroczny Alex (no teraz już chyba nieco starszy) mama kładzie go na podłodze sama siada na kanapie z koleżanką (mamą Alice, w tym samym wieku co Kuba) Alex turla się po całej podłodze, po wszystkich częściach przedszkola. Starsze dzieci kraczają przez niego z wielką ostrożnością. Gdy Alex doturla się do jakiejś zabawki łapie ją, podnosi, komicznie to wygląda gdy trzyma nad głową wielki wóz strażacki, potem poturla się pod stół, między krzesła. Alice w wieku 10 miesięcy wchodzi na zjeżdżalnie i z niej zjeżdża, mama krzyczy tylko do niej żeby położyła się na brzuchu. Przychodzi też kobieta z Somalii ze starszą córką i malutką, zaraz po urodzeniu. Ona to się w ogóle nie przejmuje. Maleństwo leży albo zapapulone w nosidełku (w sumie w Afryce gorąco) albo na macie na podłodze. Gdy płacze, dostaje cyca. I jeszcze jedna mamuśka w ciąży z trójką dzieci. Podczas zabawy najmłodsze wpada za kanapę i ma z tego świetny ubaw. Kobiecina z brzuchem pod sam nos, odsuwa tą kanapę i dziecia wyciąga, potem czyta całej gromadzie bajki, obsiadły ją jak kurczęta kwokę, siadają jej na tym brzuchu, kokoszą się, wiercą. Jest pora lunchu, dziei lądują w fotelikach, dostają wafla albo kanapkę i jedzą same. Rzadko kiedy karmi się je łyżeczką, Chyba że mają jogurt albo słoiczek do jedzenia. Czasem jest pieczone ciasto, czasem są kruche ciasteczka, czasem jabłuszko. Mamy piją sobie kawę i również jedzą. Starsze dzieci dostają ekologiczne mleko do picia. We wtorki są spotkania bardziej dla rodziców z malutkimi dziecmi, do roku czasu. Raz byłam na takim spotkaniu w bibliotece. Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Podejście do karmienia piersią. Do pół roku karmienie piersią jest naturalne, jak chodzenie do toalety.
Tutaj Szwedzi nie roztrząsają się tak nad dziecmi, nie pilnują każdego ich kroku, stawiają na minimalizm. Stwarzają dziecku bezpieczne otoczenie i niech sobie radzi. Nabije sobie guza? Trudno, czasem te dzieci wyglądają jak po przemocy domowej. To co mi się nie podoba to to że bardzo wcześnie oddaje się je do przedszkola albo do żłobka. Nie wiem jak tam jest, i nie zamierzam sprawdzac w najbliższym czasie. Jak wyglądają kontrole? Po drugiej stronie przedszkola jest tak jakby ośrodek zdrowia dla dzieci. Chodzi się tam na bilanse i szczepienia. My z Kubą idziemy jutro. Nikt nie robił mi problemów z powodu nieszczepienia. Książeczka zdrowia to karteczka wielkości notesu, szara i brzydka. Gdy pielęgniarka zobaczyła naszą wielgachną polską to nie mogła się napatrzec. I kolejna różnica: Gdy kuba łapał katar zostałam z nim w domu. Tutaj nikt się nie przejmuje takimi błahostkami. dzieci się smarkają, kaszlą ale w domu nie siedzą. Jak widac z poprzedniej notki tutaj trzeba byc nie wiadomo jak chorym żeby coś z tym zrobili. W ośrodku co chwila pojawiają się na telewizorku reklamy mówiące o tym że nie wolno leczyc przeziębienia antybiotykiem. W ostatni piątek miesiąca organizowany jest dla dzieci grill w lesie. Jeszcze nie byłam ale oglądałam zdjęcia. Dzieci w kombinezonach puszczone na ziemię, w liście bez żadnego stresu. W Polsce nie jedna babcia na zawał by umarła. Ale to całkiem inna rzeczywistośc. Wydaje mi się że lepsza dla dzieci. Takie podejście bez siania paniki na każdym kroku jest dużo lepsze. Normalnośc jest normalna, nie szuka się wszędzie patologii i możliwych powikłań. Będą powikłania? To się zaradzi. W Polsce często spotykam się z przesadną ostrożnością. "A co jeśli?" "Bo może stac się to i tamto..." No pewnie że może ale takim tokiem rozumowania to trzeba z domu nie wychodzic. Czasem strach niszczy nam życie i naszym dzieciom też. Mi coraz bardziej szwedzkie podejście się podoba ale ważne by robic wszystko w zgodzie z własnymi przekonaniami:) A Wy co sądzicie?